Pisząc te słowa jestem w hotelu Dunas w San Pedro de Atacama. Jest 6 rano i za godzinę ruszamy na wycieczkę do Boliwii . Opuszczamy wiec strefę komfortu i przez następne 4 dni będziemy przemieszczać się samochodami terenowymi i spać w schroniskach😊.
Ostatni wpis był o Dubaju i locie A380 do Sao Paulo więc mam trochę opóźnienia w relacjonowaniu.
Cofnijmy się wiec do Brazylii i momentu jak wysiadamy z samolotu w Sao Paulo.
Mamy 5 godzin czekania na samolot do Santiago. To sporo czasu, może jednak wyjść na zewnątrz lotniska i stanąć na Brazylijskiej ziemi😊. Lotnisko wielkie, wyjście poza strefę tranzytową zajmuje nam ponad godzinę. Mamy jednak chwilę na posiedzenie na murku na zewnątrz, poczucie gorącego, dusznego brazylijskiego powietrza i wypicie drinka ze szczeniaczków zorganizowanych w czasie ostatniego lotu. Jest naprawdę gorąco i parno.

Wracamy do terminalu i po szybkiej ale smacznej Pizzy Hut przechodzimy znowu przez security i maszerujemy do bramki gdzie czeka już nasz kolejny samolotem.

Do Santiago lecimy B737 linii GOL. 4.5 godziny lotu

Po starcie Sao Paulo widać jak na dłoni. To Brazylia, stolica fudbolu więc Stadion rozświetlony.

Lądujemy w Santago de Chile chwilę przed 2 w nocy. Trzeba wypełnić jakieś kwity emigracyjne, dostaje się karteczkę którą trzeba oddać przy opuszczaniu Chile.
Idziemy szukać naszych walizek nadanych jeszcze w Warszawie, co będzie jak po tylu zmianach tras lotu, przesiadkach nie doleciały na miejsce?? Wolę nawet nie myśleć!

Są😊. Mały stresik z głowy.

Teraz jeszcze kolejne 3 godzinki nocnego koczowania na lotnisku a potem 2 godziny porannego lotu do Calamy. Wszyscy jesteśmy już bardzo zmęczeni, właśnie minęła druga doba bez normalnego spania.
Cała nasza podróż, zmiany stref czasowych najpierw -2 do Dubaju potem +7 do Santiago, przebywanie w zamkniętych klimatyzowanych halach lotniskowych spowodowało że całkowicie zatraciłem orientację pory dnia i pogody „za oknem”. Narastające zmęczenie też powodowało dodatkowe otępienie.

Boeing 727 linii SkyAirlines startuje punktualnie o 6.05, jeszcze jest ciemno, w dole widać Santiago de Chile, do niego tutaj za kilka dni, wtedy będzie czas na zwiedzanie.

po klikudziesięciu minutach lotu rozpoczyna się wschód Słońca😊

Dwie godziny lotu mija nie wiem kiedy, Jacek z Piotrkiem usnęli jeszcze na pasie startowym. Samolot podchodząc do lądowania zatacza krąg nad pustynią Atakama. Jeszcze dzisiaj tam będziemy😊

Calama to malutkie lotnisko, położone na wysokości 2500 mnpm. Obsługuje tylko lokalny ruch lotniczy, głównie ze stolicy Chile. Mają za to rękawy😊 czyli jest lepiej niż w Modlinie.

Sprawnie odbieramy bagaż. Przy wyjściu stoją naganiacze łapiący turystów na transport busem. Prawie wszyscy pasażerowie naszego lotu jadą do San Pedro. Kupujemy bilet i po 10 minutach już siedzimy w Huyndai H100 jadącym na wschód w kierunku San Pedro.
Przed nami 100 km po całkiem dobrej drodze, ruch niewielki. Trochę ciężarówek, autokarów i busów takich jak nasz.
Po godzinie wjeżdżamy do San Pedro


W hotelu czeka na nas Piotrek i Magda. Uffff😁 Udało się zrealizować plan B. Zdążyliśmy!! Brawo My 😉

Hotel bardzo klimatyczny, skromny ale czysty. Miła pani właściciel, dosłownie klika pokoi. Jest prawie południe, słonecznie i ciepło. Podekscytowany spotkaniem i czekającymi nas jeszcze tego dnia wrażeniami nie czuję zmęczenia. Zmęczenie i kryzys jeszcze przyjdzie… 😦

Wyciągnąłem Mavica z bagażu. jest chwila czasu do przyjazdu busa więc trzeba sprawdzić czy na półkuli południowej też lata. Lata tak samo jak na północnej😊 Musiałem tylko zrobić kalibrację kompasu bo zupełnie się pogubił i zgłaszał błąd.
Z góry widać, że to jest naprawdę pustynny teren.
Zrobiła się godzina 11. Za chwilę przyjedzie po nas kierowca i pojedziemy zwiedzać pustynię Atakama. Czeka nas jeszcze długi dzień…
