#11 Opuszczamy Boliwię

Znowu pobudka bardzo wcześnie. Przed 7 już siedzimy w samochodzie. Ale nie w tym co powyżej 😉 Ten już nigdzie nie pojedzie.

Przed nami już tylko droga do granicy z Chile. Szkoda trochę opuszczać Boliwię, przyzwyczaiłem się już do spartańskich warunków tutaj panujących. Zaaklimatyzowałem się do wysokości ponad 3000m. Mam poczucie, że bardzo pobieżnie poznaliśmy tę część Boliwii i pokonując ponad 700 km po bezdrożach tego pięknego regionu mijaliśmy wiele ciekawych miejsc nie mając czasu na ich zobaczenie.

Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na granicy parku narodowego zjeść śniadanie i zarejestrować nasze opuszczenie parku.

Granica Boliwijska to miejsce gdzie pożegnaliśmy naszego kierowce który sprawnie i bezpiecznie woził nas po swoim kraju. Naprawdę Marcian wykonał kawał dobrej roboty.

Niestety na granicy Chilijskiej czekała nas niemiła niespodzianka, panowie celnicy zarządzili dokładne sprawdzanie wszystkich bagaży. A żeby ich Lama kopnęła!!

Było trochę nerwowo i nieprzyjemnie ale ponieważ nic nie znaleźli wszyscy w komplecie mogliśmy odjechać w kierunku San Pedro de Atacama. Nie wolno przewozić świeżych owoców oraz oczywiście liści koki i wszystkiego co z nich jest wykonane.  Nie znaleźli… hehe 😉

Kilkadziesiąt kilometrów do hotelu w komfortowym busie po asfaltowej drodze minęło szybko i już jesteśmy w tym samym hotelu co  kilka dni temu.

Ale nie nocujemy tutaj, mamy możliwość skorzystania z łazienki i dostępu do internetu. Za kilka godzin mamy samolot do Santiago de Chile i tam dopiero będziemy nocowali.  Do busa, który nas zawiezie na lotnisko zostało jeszcze sporo czasu więc zostawiamy bagaże w hotelu i idziemy na miasto. Poprzednim razem jak tu byliśmy była już prawie noc i ja przynajmniej ledwo patrzyłem na oczy ze zmęczenia.

Dzięki Magda za te Twoje wszystkie opowieści.
San Pedro de Atacama jest na wysokości 2440m dzięki temu jest już przyjemnie ciepło.
Bazarki jakieś takie okazalsze

Był też czas na napełnienie brzuszków, następny posiłek nie wiadomo kiedy bo do hotelu w Santiago de Chile dotrzemy późnym wieczorem.

Był też czas na degustację lokalnego drinka „Pisco Sour”  Jest moc!

$ 5000  czyli Chilijskie Pesos to ok 28 zł
Mniej lokalne piwo z Patagonii. Ale czemu Austral?? 
Knajpka „La Casona” jak będziecie to polecam 😉

Po drinkach, lekkim zygzakiem, sprawnie po bagaże i pakujemy się do busika który podjechał po nas pod hotel.

Droga, lotnisko, bagaże, rękaw, samolot szybko i sprawnie, choć „Pisco Sour” utrzymywało nas bardzo długo w stanie zadziwiającej wesołości. Może oni tam kokę do tego dodają? 

Po starcie szybko zrobiło się ciemno i można było trochę się przespać 😉

Jacek miał premium miejsce z oparciem na głowę.

Po wylądowaniu znowu bagaże, korytarze, taksówka i takie tam przemieszczanie się. Do hotelu dotarliśmy ok 22. Zostawiliśmy tylko bagaże w pokoju i poszliśmy do okolicznej knajpki coś zjeść. Zdjęć nie ma, nic zresztą szczególnego ta knajpka.

Jutro cały dzień zwiedzamy Santiago i jego okolice.

Dodaj komentarz