Wreszcie normalne łóżko, pokój hotelowy, wreszcie normalny prysznic. Coś wspaniałego! Po śniadaniu, o cywilizowanej godzinie 9.00 jesteśmy umówieni z kierowcą. Jest punktualnie, przyjechał bardzo dziwnym samochodem.
SsangYong Stavic.

W Europie znany jako SsangYong Rodius. To jest już druga generacja. Pierwszej trochę się sprzedało w Polsce. Kto to kupował ?? Takie brzydactwo.

Ale samochód całkiem zacny, komfortowy, z silnikiem od Mercedesa. Na dodatek 11 miejscowy! Do prowadzenia takiego samochodu w Europie trzeba mieć prawo jazdy na autobus! Ciekaw jestem jak jest tutaj. Układ foteli 3+3+3+2. Ciasno jak w maluchu.

Zostawmy jednak motoryzację na boku, za oknem tyle się dzieje 😉
Jedziemy autostradą na zachód, w kierunku wybrzeża. Wiele było wśród nas dyskusji co dzisiaj robić. To jest nasz ostatni dzień przed wylotem i zarazem jedyny w Santiago de Chile. Do tej pory widzieliśmy w tym kraju tylko lotniska i drogi dojazdowe do nich. Ach jeszcze pustynia Atakama i San Pedro de Atakama. Faktycznie. Ale stolica to inne Chile, wielkomiejskie, nowoczesne.
Stanęło jednak na tym, że jedziemy nad Pacyfik, do miejscowości Vina del Mar, nadmorskiego kurortu.

Szeroka plaża, nadmorska promenada, ciepło i słońce. To jest to co nam było potrzebne!



Z tym ciepłem to trochę przesadziłem, tym bardziej, że woda w morzu była jeszcze bardzo zimna. Chętnych do kąpieli brak 😉

Kiedyś był tutaj port, stąd pozostały dźwig portowy przy molo. Obecnie jest tutaj dzielnica apartamentowców i hoteli.

Po leniwym spacerku wzdłuż wybrzeża znaleźliśmy jakąś już czynną kafejkę z pięknym widokiem na wodę.


Po kawie i lodach, wsiadamy do samochodu aby podjechać kilkanaście kilometrów do sąsiedniej miejscowości Valparaiso. Po drodze jeszcze zatrzymaliśmy się w miejscu gdzie stoi przywieziony z Wyspy Wielkanocnej oryginalny Moai, taki malutki ale autentyczny!
Wyspa Wielkanocna, właśnie! To ona była jednym z pierwotnych celów naszej wyprawy. Należy do Chile, jest jednak oddalona o 5 godzin lotu samolotem który lata tam tylko dwa razy dziennie i to nie zawsze bo pogoda nad Pacyfikiem często płata figle. Tak więc pomysł jednodniowego pobytu na tej wyspie upadł jeszcze przed wyjazdem z Polski, na etapie planowania trasy.


Valparaiso jest drugim co do wielkości po stolicy miastem Chile, największy port zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej, siedzibą licznych gałęzi przemysłu…ble, ble, ble no dobra, jak chcecie to poczytajcie sobie Wikipedię.

My nie mając za dużo czasu pojechaliśmy do południowej dzielnicy miasta, położonej na wysokim półwyspie.
Dzielnica ta jest mekką graficiarzy, spacer stromymi i wąskimi uliczkami to prawdziwa uczta dla oczu. Te arcydzieła na ścianach są tu całkowicie legalne, praktycznie nie ma ścian po prostu pomalowanych farbą. Popatrzcie zresztą sami, jak to mówią: jeden obraz tysiąc słów.



Właśnie zamieściłem ekwiwalent 12 tysięcy słów.
Na czym polega zwiedzanie? Najpierw się chodzi, ogląda, podziwia, robi zdjęcia, a jak już się tak nachodzi to potem szuka się jakiegoś fajnego miejsca aby usiąść i napić się kawy/piwa czy jeszcze jakiegoś innego picia.
No to się zdrowo nazwiedzaliśmy po tych stromych uliczkach, przyszedł czas na odpoczynek. Magda już tam wiedziała gdzie nas zaprowadzić. Poszliśmy do kafejki z drewnianym tarasem i widokiem na zatokę.

Na tej żółtej tabliczce było napisane że maksymalnie może na nim przebywać 30 osób!
Spoczęliśmy więc na zewnątrz, na solidnej wybetonowanej ziemi.


Rozleniwieni i znieczuleni degustacją piw długo nas nie trzeba było namawiać do zjechania na dół kolejką górską z początku XX wieku.



Kolejka zwiozła nas do samego portu.


Dawno nic nie było o motoryzacji? Proszę bardzo!



MG MG5 
Mercedes Benz 915E 
Mascarello Gran Micro S3
Zanim zmienię temat jeszcze przytoczę trochę wiedzy z gatunku barowo-bezużytecznej.
MG MG5 – Brytyjska marka obecnie w rękach chińskiego koncernu Shanghai Automotive Industry Corporation. Co ciekawe Marka MG oferuje na rynku Chilijskim tylko modele MG3, MG GT i SUV MG. Ta sztuka musiała więc przyjechać z Tajlandii lub z Chin bo tam są produkowane. W tej części świata to unikat.
Mercedes Benz 915E – Pancerny samochód zbudowany na bazie minibusa OM 915 produkowanego w Brazylijskiej miejscowości Virrey del Pino. Wyprodukowano go 137 szt. Także unikat.
Mascarello Gran Micro S3 – Mascarello to młoda, założona w 2003r. Brazylijska firma karoseryjna. Ten minibus został wyprodukowany w zakładach w Cascavel, przy granicy z Paragwajem. Może być budowany na podwoziu Mercedesa lub MAN’a Ten jest na Mercedesie.
Zmieniam temat!!! Chyba już was tutaj zanudziłem. Jeżeli ktoś dotrwał do tego miejsca to gratuluję i zapraszam dalej.
Wracamy do Santiago de Chile, przed nami centrum z 300 metrowym, wybudowanym 5 lat temu „Gran Torre Santiago”. W tle Andy.

To jest naprawdę wspaniałe miejsce na ziemi. 5 milionowe miasto z którego jest 100 km na zachód do Oceanu Spokojnego a w drugą stronę tylko 70 km do Andyjskich szczytów o wysokości 5000m. „Zazdraszczam” jak cholera!!
W centrum knajpki, restauracje, gwarno i wesoło. Magda obiecała nam kolację w obrotowej restauracji na szczycie wieżowca. Ale nie tego najwyższego, niestety nie. Stolik jest zarezerwowany na 20.00 musimy więc się śpieszyć.

Szybki marsz, winda, szatnia, kelner, krzesło i już możemy siedząc przy stoliku stojącym na obrotowej platformie podziwiać panoramę miasta. Obraca się toto tak powoli, że zawrotu głowy nie dostaniemy w ogóle ruchu nie czuć. Dopiero po kilku minutach zauważyłem, że „Gran Torre Santiago” przesunął się wyraźnie w prawo.




Za naprawdę smaczne jedzenie i sporą ilość Pisco Saur dla pięciu osób zapłaciliśmy na nasze 530 zł.
Ale trzeba wracać do hotelu po walizki i jechać na lotnisko. Za 4 godziny odlatuje nasz samolot do Dubaju. W bardzo dobrych humorach, jedziemy taksówką do hotelu, żegnamy się z Magdą i kolejną taksówką pędzimy na lotnisko.


To już prawie koniec naszej wyprawy, jeszcze tylko kilkadziesiąt godzin na lotniskach i w samolotach i będzie można położyć się w swoim łóżeczku 😉













