#13 Powrót i słowo podsumowania

Lot powrotny na pokładzie Boeinga 777 mieliśmy z międzylądowaniem  w São Paulo. Po pięciu godzinach lotu samolot stał na płycie lotniska w São Paulo przez dwie godziny by potem odlecieć w czternastogodzinny lot do Dubaju.

Ciekawe w tym było to, że pasażerowie nie wysiadali z samolotu. Przebywaliśmy więc na pokładzie przez dwadzieścia jeden godzin. Jak ja to wytrzymałem!!!

Podczas tej dwugodzinnej przerwy w locie na pokład weszły ekipy sprzątające i techniczne ubrane w odblaskowe stroje. Wysprzątali cały samolot, powymieniali cały catering, ponaprawiali co się dało.

Udało mi się podejść do otwartych drzwi i odetchnąć świeżym, porannym powietrzem. 

Po wystartowaniu z  São Paulo znowu dostaliśmy michę. Smakuje tak samo jak wygląda. W czasie całego lotu trzy razy nas raczyli taką strawą. Przynajmniej głodny człowiek nie był.

Za to drinki były za darmo i do woli.  Powiedzonko „Skoro pani już tu jest…” chyba się znudziło stewardessom bo pokazały nam w której szufladzie w tylnej kuchni są te małe „szczeniaczki” z Whiskey i gdzie jest lodówka z Colą i ogłosiły samoobsługę 😉

Dołączył do nas jakiś smutny pan, chyba Japończyk. Nie był zbyt rozmowny, też już chyba miał dość trudów tego lotu.

Lądowanie w Dubaju jeszcze przed świtem, trzy godzinki na lotnisku zleciały nam szybko dzięki temu, że Piotrek uparł się zjeść dubajskiego hamburgera z lotniskowego McDonald’s. A że  McDonald’s był w terminalu X a my byliśmy w A czy też może C… Nie ma jak jogging o poranku. Mogłem włączyć Endomondo 😉


Ktoś kolekcjonuje?  oddam za darmo.

Podsumowanie

To były naprawdę Chwile w Chile, w zasadzie blog powinien się nazywać np. Boliwia_via_Chile czy jakoś tak. Plan był bardzo napięty, ale pomimo początkowego opóźnienia zrealizowany w całości i bez pudła. Wielka w tym zasługa Magdy, która naprawdę podeszła do zadania z wielkim zaangażowaniem i sercem. Magda jest dziennikarką i mieszka od 3 lat w Chile. Prowadzi swój własny blog poświęcony tematyce Chilijskiej  pocztowkizpoludnia.com

Zmęczenie trudami podróży szybko minęło za to wspomnienia i emocje pozostały. Pisząc te słowa minęło już dwa miesiące od powrotu a mój umysł wciąż jest pełen wrażeń, obrazów i emocji jakie dał nam ten wyjazd.

Czy odczuwam niedosyt? Ależ oczywiście 😉 Zwłaszcza Chile, byliśmy w tym kraju tak naprawdę kilkadziesiąt godzin. To zdecydowanie za mało aby choć trochę poczuć lokalny klimat. A Boliwia? Tak, wchłonąłem tamtejszy klimat wszystkimi zmysłami, choć tylko mały, górski kawałek tego wielkiego kraju.

Co mnie zaskoczyło? Że słońce jak wstanie o świcie to przesuwa się po niebie w lewo a nie w prawo. Tzn. wstaje na wschodzie potem przesuwa się przez północną część nieba na zachód.

Co bym zmienił? Nic! Było super! No może poza tym, że ta wyprawa powinna trwać miesiąc albo dwa. Ale to już „insza inszość”.

Dziękuję Ela, Piotrek i Jacek za wspaniałe towarzystwo.

Koniec.

Dodaj komentarz